Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

środa, 8 lutego 2017

Barras - Utrera

Czy wy też tęskniliście za zeszytówkami? W kioskach komiksy mają się całkiem nieźle - trzy (co prawda albumowe, ale kioskowe) kolekcje superbohaterskie, stare Żbiki i komiksy dla dzieciarni. Nie wiem, czy Barras trafi do takiej dystrybucji (nosi kategorię +18), ale jest to zeszytówka, która różni się od normalnego kioskowego asortymentu komiksowego. Wydawnictwo Mandioca wierzy w ten tytuł i nie zamierza brać jeńców, bo już na starcie zapowiada kolejnych pięć odcinków opowieści «o Blondasie, Indianinie i całej masie typów spod ciemnej, argentyńskiej gwiazdy». W sosie piłkarskim.

Historia rozpoczyna się na stadionie piłkarskim. Dochodzi do zamieszek. Jeden z kibiców, ulokowany na parkingu przed stadionem, musi uciekać przed Policją. Pozornie nie ma broni w mieście. Szykuje się jakaś większa afera. Co z tego wyniknie? Ponieważ Barras to komiks w częściach, musimy poczekać na jakiekolwiek szczegóły. W pierwszym zeszycie Emilio Utrera próbuje zawiązać akcję, ale robi to w sposób chaotyczny i trochę trudno się w całym zamieszaniu połapać. Kto jest kim? Czy zmierzamy do kibicowskiej ustawki? Czy będzie to komiks o naparzających się ze sobą dla sportu kibicach, czy też komiks, w którym klimaty kibicowskie okażą się tylko pretekstem do opowieści o przemocy ukierunkowanej i przyczynkiem do mówienia o jakiś niepokojach społecznych, z których wynikają? Tego po jednym zeszycie nie jesteśmy w stanie stwierdzić. Do rąk dostajemy bowiem dwadzieścia cztery strony w czerni i bieli (zdaje się, że później Utrera zaczął robić ten komiks w kolorze, co - biorąc pod uwagę „kibicowskie barwy” - jest dobrym pomysłem), z których jeszcze nic nie wynika. Utrera rysuje dynamicznie, ale pod koniec zdarza mu się kilka kadrów mniej dopracowanych. A szkoda, bo obrany przez niego styl rysunkowy ma pazur. Przypomina trochę początki Śledzia w (oczywiście, gdzieżby indziej...) Osiedlu Swoboda. Nie chodzi tylko o ten niesforny sznyt, ale też o, jak by to ująć, sposób „poruszania się” postaci? Dodajmy do tych kibicowskich klimatów soczysty język, który w komiksie się pojawia (to chyba przez ten wzgląd kategoria +18), a dostajemy do rąk coś „nowego i komiksowego”.

Za publikację Barras odpowiedzialni są Marek Cichy i Bartłomiej Rabij. To ludzie, którzy, odpowiednio, znają się na szerokim spektrum tematów społeczno-politycznych rodem z Ameryki Południowej (Marek jest aktywnym członkiem Fundacji Terra Brasilis) i latynoamerykańskiej piłce nożnej (postaram się nagrać wywiad, na którym zobaczycie Bartka i posłuchacie jego barwnych opowieści na przykład o piłce nożnej w Urugwaju). Kombinacja dobra, start przeciętny. Ale to seria. Czekajmy spokojnie, co będzie dalej. Choć trzeba przyznać, że komiksy piłkarskie jakoś niespecjalnie dobrze się na naszym ryneczku przyjmują. Swoją drogą może prenumeratorzy To My Kibice pomogą i Barras nie przepadnie w otchłani jak całkiem fajna antologia piłkarska kultury gniewu, a stanie się kultowy jak Od Walii do Brazylii?

(Kuba Jankowski)
"Barras". Scenariusz i rysunki: Emilio Utrera. Tłumaczenie: Marek Cichy. Wyd. Wydawnictwo: Mandioca, Warszawa 2017.

wtorek, 7 lutego 2017

Rozmagnes (0000000007)

siódmy rozmagnes
jest jednocześnie okładką 
pierwszego numeru rozmagnesu papierowego 
(o podtytule penka spoiwo)
na kurczakach premiera
nakładzik mini-mini

wtorek, 31 stycznia 2017

Najlepsze komiksy 2016 roku

Jakoś nam się udało, choć pisanie podsumowań komiksowych i wybieranie tylko dziesięciu najlepszych komiksów, które ukazały się w danym roku jest bardzo niewdzięcznym zadaniem. (Dominik Szcześniak)

Nie będę narzekał  na to, że niewdzięcznym zadaniem jest pisanie podsumowań komiksowych i wybieranie tylko dziesięciu najlepszych komiksów, które ukazały się w danym roku. Teoretycznie można nad taką listą usiąść na kilka sposobów. Rzetelnie przejrzeć sobie opublikowane w interesującym nas okresie komiksy i drogą eliminacji skompletować listę szczęśliwców. Można też wypisać sobie z główki. Można przy tym niektóre tytuły przeczytać ponownie. Albo po raz pierwszy. Lista i tak będzie niekompletna. I tak się komuś nie spodoba. I tak czegoś będzie brakować. Według mnie rok 2016 to przede wszystkim rok serii komiksowych, co ma swoje odbicie w poniższych wyborach, choć na listę i tak nie trafiły Saga, Locke&Key, Chew, Sunstone, Żywe Trupy, Ralph Azham czy Lazarus, a mój top wygrał... komiks polski. Nie seria. Czytajcie dalej, aby dowiedzieć się kto i dlaczego. (Kuba Jankowski)

10.
Dawni mistrzowie - Thomas Bernhard/ Nicolas Mahler
Mnogość spostrzeżeń, elegancki humor i znakomita wartość dodana w postaci rysunków Mahlera, niejednokrotnie znakomicie dopowiadających to, co ukryte w tekście to silne elementy tego komiksu. Dla miłośników sztuki, komiksu i humoru – rzecz niezbędna! CZYTAJ WIĘCEJ (dyszcz)  

9.
Arab przyszłości - Riad Sattouf
Sattouf absurdami obecnymi w „Arabie przyszłości” bawi i zaciekawia. Wstrząsa również, ale tylko momentami i w rozsądnych dawkach, na pierwszy plan wysuwając ekscentryczne i przepełnione czarnym humorem losy pewnej zwykłej niezwykłej rodziny... CZYTAJ WIĘCEJ (dyszcz) 

8.
Mooncop - Tom Gauld
W gruncie rzeczy komiks Gaulda o życiu na Księżycu pojawia się tutaj z podobnego powodu, co komiks Quintanilhii - bo jest długo o czymś prostym, o czym opowieść można by zamknąć w jednym zdaniu. Różnica jest jednak taka, że u Gaulda naprawdę nic się nie dzieje, a u Quintanilhii jest dynamika. Według mnie Gauld postanowił ironicznie wypowiedzieć się na temat marzeń człowieka o podboju kosmosu i nowych planet, co wcale nie musi się okazać takie pasjonujące. Ale komiks pasjonujący jest absolutnie (qba)

To nie jest komiks tak genialny, jak "Goliat", w którym wszystkie plansze zostały stworzone z pomysłem, a pewne atrybuty postaci stawały się również atrybutami danego rysunku. Nie ma w "Mooncopie" takiego efektu wow, co dla wielu może być dużym zawodem. Wciąż jednak jest to album, który precyzyjnie mówi to, co ma do powiedzenia... CZYTAJ WIĘCEJ (dyszcz)

7.
Wolfram - Marcello Quintanilha
Kiedyś broniłem się przed wrzucaniem do podsumowań komiksów, które sam tłumaczę, ale co tam. Przynajmniej nie jestem tak bezczelny, żeby umieszczać pierwszy komiks brazylijski w Polsce na pierwszym miejscu TOP 2016. Dlaczego Wolfram tutaj? Bo Quintanilha zabójczo skutecznie rozciąga prostą opowieść na ponad 180 stron i pokazuje przy tym wirtuozerię operowania słowem i rysunkiem. I panowania nad poszatkowaną i skaczącą w czasie i przestrzeni akcją. Prosta historia, świetnie opowiedziana, która opiera się na bardzo ludzkiej próbie zrozumienia pobudek, które kierują człowiekiem. (qba)
"Wolfram" to komiks, który na początku może wprowadzić w konsternację - autor bardzo dosłownie spija słowa z ust bohaterów, rwąc zdania w połowie, zaczynając je od ostatnich słów lub po prostu wyrywając z kontekstu. Z pozoru wygląda to na chaotyczną serię błędów tłumacza i korektora, w rzeczywistości jest zabiegiem znakomicie urealniającym wizję autora... (dyszcz)  CZYTAJ WIĘCEJ

6.
 
Patience - Daniel Clowes 
Daniel Clowes o zabawach z czasem. Wolałbym, żeby polska publiczność poznała Ice Haven, ale darowanemu Clowesowi nie patrzy się między kadry. Patience to obiekt westchnień Jacka, za którym Jack będzie podróżował w czasie (niektórzy schodzili do Piekła, ha!), aby rozwiązać pewną bolesną zagadkę. Może i motywy, z których Clowes buduje ten komiks, to klisze, ale jednak opowiada on w sposób absolutnie niepodrabialny i przez dysonans na poziomie zgrane motywy/storytelling tworzy swój niezwykły komiksowy język. Opowiada o namiętnościach naszego życia w sposób beznamiętny i statyczny. Trzeba się w to wczuć. (qba)
5.
Gotham Central - Greg Rucka, Ed Brubaker, Michael Lark
W okresie rozliczeniowym ukazały się dwa tomy serii, w której Gotham należy do gliniarzy i świrów, a nie do Batmana i świrów. Pomysł prosty. Ale musiał się udać, skoro siedli do niego Brubaker i Rucka. Okazuje się, że gothamska policja pełna jest charakternych gliniarzy. Gordon, Bullock i Montoya to była tylko przygrywka. W Gotham Central poznamy wielu innych - każdy ze swoimi problemami i poczuciem humoru. Gotham Finest uparcie sami postanowili sobie radzić z najgorszymi świrami, choć nie zawsze mogą obyć się bez Batmana. Dużo tu smaczków - np. niepokazanie jak Batman wyręcza gliniarzy w superbohaterskiej walce z Freezem (to już było, u Arcza w Planecie uciętych kończyn! Heh...) - ale konsekwentnie autorzy piszą o zwykłych ludziach i ich czasami niezwykłej pracy. Co tak wciąga w tym komiksie? Mrok? Pokazanie innej twarzy walki ze świrami w Gotham? Gotham Central ląduje na piątym miejscu, a pomyśleć, że gdybym zdecydował się kiedyś zbierać tę serię w oryginale, to pewnie całkiem pominąłbym ją w tym podsumowaniu...(qba) CZYTAJ RECENZJĘ
4.
Wyspa kobiet - Zanzim 
Na ogół mam problem z francuskim poczuciem humoru, ale ta uwaga dotyczy głównie idiotycznych, opartych na schematach „po łbie, na skórce od banana” serii komiksowych. Wyspa kobiet nie jest serią, ale współczesnym jednostrzałem, i szkoda, że główny bohater nie zostanie z nami dłużej. Zostać rozbitkiem na pięknej wyspie? Na której jak się okaże mieszkają same kobiety? Zanim zaczniecie się wyrywać z paluszkiem do góry, krzycząc przy tym „ja! ja!ˮ, przeczytajcie sobie ten komiks. Zanzim stworzył przewrotną przypowiastkę o niespełnionej miłości, w której nie brakuje humoru, erotyzmu i pomysłowości. Niby taki sobie lekki komiks, ale przecież nie w każdym trzeba wysadzać brytyjski parlament. Okazuje się, że uszczuplające się zasoby klasyków frankofońskich, którzy mogą zostać w Polsce opublikowane, można uzupełniać takimi wydawniczymi odkryciami (qba)

3.
Codzienna walka - Manu Larcenet

Kolejna zwykła opowieść, która wciąga dzięki uporowi i niezmienności głównego bohatera, który czasami dobrze się bawi z bratem, czasami ma napady lęku, a czasami pretensje do innych, choć w zasadzie może i nie powinien. Niewiele tu upiększeń, ale wyczuwam wiele szczerości i zauważam umiarkowaną dawkę głupiego humoru frankofońskiego. Bohater kupił mnie przede wszystkim niezłomnym stosunkiem do dzieci - nie chwali ich niepotrzebnie, tylko ostro ocenia i traktuje jak dorosłych. Codzienna walka to niebanalna opowieść o banalnym motywie poszukiwania na świecie swego miejsca. Żeby napełnić serce można przeczytać ten komiks albo iść się napić. 
2.

Skalp - Jason Aaron, R.M.Guéra 
W okresie rozliczeniowym ukazały się trzy zbiorcze woluminy tego komiksu, więc nie można się pomylić przy wyborze. Słabszym seriom komiksowym daje się na ogół i tak jeszcze jedną szansę, ale jeśli nie chwyci po drugim wydaniu zbiorczym, to nie ma co się w to dalej pchać (po cóż więc kupowałem do końca na przykład Lucyfera, nie jestem w stanie pojąć... Diabelskie sztuczki...). Skalp chwyta od pierwszych stron. Przygotujcie się na brutalny komiks, z którego brud wylewa się zewsząd, co znakomicie podkreśla rysunek (choć rysowników serii jest kilku, to najlepiej sprawdza się R.M. Guéra). Śledztwo, które prowadzi tajny agent FBI Dashiell Zły Koń ujawnia to, jak bardzo splątane są ze sobą ideologia, partykularne interesy, uczucia oraz przestępczość. Przypomina mi ta sytuacja tę, którą na czynniki pierwsze rozebrał Misha Glenny w reportażu Nemezis. O człowieku z faweli i bitwie o Rio. Tam chodziło o zaklęty krąg narkotykowej przemocy w brazylijskim społeczeństwie ogromnych nierówności społecznych. Tutaj chodzi o coś podobnego w kraju American Dream, w którym istnieją rezerwaty dla ludności. To piekło, które działa na zasadach określonych przez Jaxa w Sons of Anarchy - codziennie wstajesz i próbujesz naprawić rozwałkę z dnia poprzedniego, ale zamiast cokolwiek naprawić, tylko pogarszasz sprawę, brniesz w to dalej (wybaczcie niedokładny cytat, ale serial obejrzany już dawno temu). Mam jednak wrażenie, że świata w Skalpie być może nikt naprawić nie chce... (qba)

„Skalp” świetnie pokazuje samotność i wyobcowanie. W czasach, gdy większość zeszytów komiksowych kończy się szokującymi zawieszeniami akcji, Aaron i Guera stosują niepopularny zabieg wyciszenia końcówki komiksu. Grają emocjami, zdawkowym słowem lub wręcz milczeniem zilustrowanym przez wymowny kadr. 
Świat „Skalpu” to miejsce niezwykle brutalne, powodujące wibrowanie w żołądku, a jednocześnie tak sprawnie uchwycone przez autorów, że od lektury nie można się oderwać. Znakomita rzecz... (dyszcz) CZYTAJ WIĘCEJ
1.
Będziesz smażyć się w piekle - Krzysztof Owedyk 
Jestem fanem Prosiaka od kiedy przeczytałem pierwszy raz Ósmą czarę, bo Prosiak świetnie opowiada i czuje opowiadanie komiksem jak mało który polski autor (bez zbędnego efekciarstwa, bez nadmiernego teoretyzowania, etc.). Całe szczęście, że Krzysztof Owedyk nie zrezygnował z robienia komiksów, bo stworzył opowieść pięknie wyolbrzymiającą (?) patologie biznesu muzycznego (w sposób dużo bardziej udany niż we wściekłym musicalu Polskie gówno, choć tam przecież teoretycznie muzyka mogła uderzać w nas wprost, a w komiksie tylko pośrednio), która tak naprawdę może być o czymś innym niż o biznesie muzycznym. Jak mówi nam skrzydełko, Prosiak „chciałby znowu malować obrazy, ale twierdzi, że ma jeszcze kilka komiksów do narysowaniaˮ. Dla mnie to najlepsza recenzja tego, że czasami to komiks najlepiej służy wyrażeniu tego, co leży komuś na wątrobie. Koncept tego albumu (obracająca się płyta), humor (dlaczego komuś może się nie udać samobójstwo? Gabi i kot - razem i osobno), umiejętność pokazania w komiksie muzyki (a to zadanie niełatwe; nie udało się Mawilowi w Bendzie, nie udało Gipiemu w Sali prób), śląska gwara i świetnie napisane postaci składają się na opowieść o życiu, jakiej jeszcze nie czytaliście. (qba)
 
Tak wysmakowanego graficznie i mądrego treściowo komiksu nie było w Polsce od wielu lat. Absolutnie mistrzowski album. Obowiązkowa lektura dla koneserów polskiej sceny komiksowej. Zdecydowany komiks roku, a może i dekady... CZYTAJ WIĘCEJ (dyszcz)

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Zapowiedzi 2017: "Barras" Emilio Utrery

Wydawnictwo Mandioca debiutuje! Pierwszym komiksem nowego edytora jest "Barras" Emilio Utrery. Inaugurujący zeszyt serialu o kibicach pojawi się w sprzedaży w lutym, a drugi w kwietniu. Ambitny plan zakłada opublikowanie wszystkich sześciu zeszytów serii do końca 2017 roku. - Razem z autorem przygotowujemy specjalne wydanie dla polskich czytelników i kibiców! - zapowiadają wydawcy.
Dlaczego akurat "Barras"? - Emilio ma fajną kreskę i przedstawia mało znany w Polsce światek na przecięciu ultrasów, mafii i buenoskich przedmieść - mówi Marek Cichy z wydawnictwa Mandioca. - Tytułowi Barras stanowią jedne z najsłynniejszych na świecie grup zorganizowanych kibiców, a to, co robią na trybunach i poza nimi doczekało się wielu analiz socjologicznych, reportaży, filmów i książek. Emilio jako pierwszy ujął ich w komiks. W jego opowieści można konno wjechać na stadion i nikogo to nie zdziwi. I bynajmniej nie jest to dalekie od realiów i możliwości ludzi z barras bravas. Widzieliśmy, że komiks jest popularny choćby w Rosji, gdzie na forach dla kibiców krążą jego pirackie skany i chałupnicze tłumaczenia. 

"Barras"nie będzie jednym komiksem w ofercie wydawcy. - Mamy już kilka pomysłów na serie z Argentyny, Brazylii i Urugwaju - futbolowe i nie tylko - dodaje Marek Cichy.
Opis wydawcy:
"Barras" Emilia Utrery wreszcie przybywają do Polski. Legendarni argentyńscy kibice siejący postrach w okolicach stadionów i na przedmieściach Buenos Aires nie będą się patyczkować w walce o wpływy. Pierwszy z sześciu zeszytów serii zaczyna się od wielkiej zadymy stadionowej, w której ginie kibic. Tak naprawdę wcale jednak nie o niego chodziło, ot, pechowiec, zbłądził w niewłaściwe miejsce o niewłaściwej porze...
Wartka akcja, brutalny język ulicy, świetne rysunki, których czarno-biała kreska pulsuje mocą i energią. Autor lubi bawić się konwencją i wbić muskuły superbohaterów w dresiki ultrasów, łatwość tworzenia karykaturalnych rysunków ma zadziwiającą - jak na grafficiarza i tatuażystę przystało.
"Barras" to coś więcej niż opowieść o ultrasach z Argentyny znanych z tego, że robią najlepszą oprawę na świecie, handlują narkotykami i bronią oraz tatuują sobie Malwiny (znane nam bliżej jako Falklandy) jako część państwa argentyńskiego. Utrera opowiada nam historię przestępczego światka jednego z najbardziej imponujących miast globu - Buenos Aires. A że w okolicznościach stadionów - to na polskim rynku nowość, która tylko działa na korzyść komiksu.
Scenariusz i rysunki: Emilio Utrera. Wydanie pierwsze. Data wydania: luty 2017 Data wydania oryginału: 2013. Tłumaczenie: Marek Cichy. Liternictwo: Robert Sienicki. Redaktor serii: Bartłomiej Rabij. Druk: czarno-biały. Oprawa: miękka. Format: 210x197 mm. Stron: 24. Cena: 15 zł. Wydawnictwo: Mandioca. ISBN: 978-83-947199-0-6

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Będziesz smażyć się w piekle - Owedyk

Na ten komiks czekało wielu. I przez długie lata. Nowe dzieło Krzysztofa Owedyka - legendarnego twórcy komiksu podziemnego funkcjonującego pod pseudonimem Prosiak - zawitało na księgarskie półki. Dla pokolenia wychowanego w latach 80. i 90. Owedyk wliczał się do grona mistrzów komiksu. Jego "Ósmą czarę" spotkało wiele zasłużonych pochlebstw, ale tyle samo należało się "Ratboyowi", kolejnym numerom "Prosiacka", "Mikroobrazom", czy zbiorom rysunków satyrycznych. Prosiak w latach największej aktywności udzielał się wszędzie, zawsze i w ilościach hurtowych. I te ilości hurtowe nie powodowały spadku jakości. Miał branie wśród punk-rockowców, zwolenników walki o prawa zwierząt, antyfaszystów i pozytywnych wojowników. I teraz wraca, ten dinozaur, z nowym komiksem, na który wszyscy czekali tyle czasu. Czy "Będziesz smażyć się w piekle" wypaliło?
Tym razem Prosiak pisze i rysuje nie o punk-rocku, a o death metalu, pod którego płaszczykiem przemyca piękną, tragikomiczną opowieść o codziennym życiu zwykłych ludzi. Młody gitarzysta Tarantul dostaje angaż do swojego ukochanego zespołu Deathstar, którym przewodzi charyzmatyczny Lord Solo. Szybko okazuje się, że spełnienie marzeń nie ma zbyt wiele wspólnego z zapewnieniem godziwego bytu swojej rodzinie, a zamiast celebryckiego życia czeka go wegetacja gdzieś z boku sceny. 
Prosiak punktuje sodówkę gwiazdorów, uległość wielbicieli, samouwielbienie scenicznych bożków i cwaniactwo menadżerów. Wiwisekcję na rynku muzycznym robi w taki sposób, że nawet laicy w temacie nie tylko death, ale i jakiegokolwiek metalu nie będą odczuwali dyskomfortu podczas lektury. Bo ten komiks początkowo oferuje czytelnikowi mnóstwo śmiechu i ciekawych obserwacji tylko po to, by w pewnym momencie złapać za gardło i nie puścić już do ostatniej strony. Miłość, poświęcenie, przyjaźń versus brak szacunku, mania wielkości i najgorsze, bo bardzo ludzkie okrucieństwo. 
Choć historię zespołu, który zresztą ma swojego odpowiednika w rzeczywistości, poznajemy z perspektywy Tarantula, to równie istotna w snuciu opowieści, a głównie jej aspektów życiowych, jest żona głównego bohatera, czyli jedna z wielu bardzo sugestywnie i fantastycznie nakreślonych postaci. Każdy bohater ma tu swój charakter. A relacje między tymi bohaterami są pełnokrwiste.
Prosiak niezwykle świeżo opowiada o tym samym, co trzydzieści lat temu. W wyjątkowo mocny sposób kładzie nacisk na prawa zwierząt i szacunek do każdej żywej istoty, cudownie ukazuje muzykę na scenie, świetnie wnika w specyfikę subkultury. Żywiołowa, dynamiczna kreska jest u niego jeszcze lepsza niż kiedyś - swobodna, szczegółowa, dopracowana, a jednocześnie sprawiająca wrażenie, jakby te 300 stron autor narysował na zupełnym luzie. 
Tak wysmakowanego graficznie i mądrego treściowo komiksu nie było w Polsce od wielu lat. Absolutnie mistrzowski album. Obowiązkowa lektura dla koneserów polskiej sceny komiksowej. Zdecydowany komiks roku, a może i dekady. 
"Będziesz smażyć się w piekle". Autor: Krzysztof Owedyk. Wydawca: kultura gniewu, Warszawa 2016. Komiks można kupić tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl

sobota, 21 stycznia 2017

Kajko i Kokosz: Nowe przygody - Obłęd Hegemona

Choć od śmierci Janusza Christy minęło 8 lat, w ubiegłym roku na księgarskie półki trafił nowy komiks z serii „Kajko i Kokosz". Nie jest to jednak wyciągnięty z szuflady, nigdy niepublikowany komiks mistrza. Nowe przygody w całości zrealizowali młodzi, na szczęście nie butni, polscy twórcy
Gdy wyszła na jaw wieść o powstaniu tej publikacji i kiedy wypłynęły pierwsze plansze nowych wersji znanych od lat postaci, od razu pojawiły się kontrowersje. Z jednej strony barykady stanęli ci, dla których współczesne zamierzanie się na Kajka i Kokosza to kalanie świętości, z drugiej - ci, którzy przychylnie spojrzeli na starania młodych, którym przecież talentu odmówić nie można. A prawda, jak to często bywa, leży gdzieś pośrodku. 
Komiks ma swoje plusy i minusy. Największym objawieniem jest Maciej Kur – scenarzysta, który idealnie nawiązał do klimatu komiksów Christy. Widać, że jako jedyny z piszących ma obeznanie w komiksach mistrza. Jego opowieści o "Obłędzie Hegemona" i szkole zbójowania Łamignata to może nie majstersztyki, ale na pewno bardzo dobre, nasycone niewymuszonym humorem opowieści. Zupełnie odmienne wrażenie sprawia Krzysztof Janicz w mizernej historyjce o młodych Kajku i Kokoszu. Jak widać, nie wystarczy być autorem poczytnego bloga poświęconego twórczości Christy, żeby umieć napisać komiks osadzony w stworzonym przez niego uniwersum. Trzeci ze scenarzystów, a zarazem rysownik - Tomasz Samojlik - to autor, który święci zasłużone triumfy w swoich przyrodniczych, edukacyjnych komiksach dla dzieci. I coś z tych klimatów postarał się przemycić do historyjki o Milusiu. Niekoniecznie czuć tu ducha Christy. Czuć natomiast ducha Samojlika. To bardzo dobrze, ale czy na pewno o to chodziło? 
Z pozostałych rysowników najlepsze wrażenie robi bardzo dynamiczny Sławomir Kiełbus. Norbert Rybarczyk i Piotr Bednarczyk, mimo wielkiego szacunku dla ich pracy przy innych projektach, nie trafiają w klimat opowieści o wojach Mirmiła wcale. 
Nowe przygody Kajka i Kokosza to eksperyment udany w tym sensie, że dał nam Macieja Kura. Gdyby tak skojarzyć go z innym Maciejem – rysownikiem Mazurem, byłby duet marzeń. 
"Kajko i Kokosz: Nowe przygody". Scenariusz: Maciej Kur, Tomasz Samojlik, Krzysztof Janicz. Rysunki: Sławomir Kiełbus, Tomasz Samojlik, Norbert Rybarczyk, Piotr Bednarczyk. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2016. Komiks można kupić tutaj: Sklep wydawcy, Sklep Gildia.pl